poniedziałek, 16 grudnia 2013

włoska słodycz na życia niepogodę



gdy późne noce nie przynoszą snów, do naszej głowy wkrada się cała horda strachów-niepokojów. takich - co to największego twardziela potrafią postawić na nogi i nie dać mu zasnąć. straszne stwory od smutku i niepokoju dopadły mnie wczorajszego wieczoru. postawiły wokół znaki zapytania, bym się o nie potykała co dzień.
na nieradość i niepewność potrzebne lekarstwo. najlepiej do połknięcia w postaci tabletki, albo sprint-caps'a.

bo każdemu przecież zdarza się zachorować na smutek...
wtedy najlepiej uciec, schować się w dobrze znane nam zakamarki. wyłączyć myślenie i odciąć się od rzeczywistości. iść i nie oglądać się za siebie.
 zatrzymać się na skrzyżowaniu ulic i stać, nie czekając na nikogo.

potem usiąść z kubkiem gorącej czekolady w dłoniach, by odczarować smutkowy czas.

i upiec nieprzyzwoicie pysznego muffina. podarować innym kilka miłych chwil, słodzić i tak zgorzkniały  od wieków świat.



cupcake tiramisu 

składniki: 

225 g mąki
25 g kakao
0,5 łyżeczki sody
2 łyżeczki proszku do pieczenia
150 g cukru
2 jajka
300 ml jogurtu naturalnego
85 g roztopionego masła

do dekoracji:

likier kawowy (około 12 łyżek)  
kilka kostek gorzkiej czekolady
kakao

suche składniki przesiewamy do miski. jajka ubijamy, dodajemy jogurt i masło. łączymy razem i dodajemy do wcześniej przygotowane suche składniki. mieszamy do połączenia się składników. ciasto nakładamy do papilotek i pieczemy około 20-22 minuty w temperaturze 180 st. C.

*wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową.

śmietankowy krem

składniki:

300 ml śmietany kremówki
250 g serka mascarpone
3 łyżki cukru pudru


schłodzoną śmietanę ubijamy z mascarpone, dodajemy cukier i miksujemy na gładką konsystencję. gotowym kremem dekorujemy muffiny przy pomocy rękawa cukierniczego. wcześniej wierzch nasączamy łyżką likieru kawowego.
posypujemy startą czekoladą i odrobiną kakao.


środa, 11 grudnia 2013

pernikowo nastrajam się na święta



mimo że jeszcze nie nadeszła jej pora, to niepostrzeżenie wkradła sie do naszych domów...zima. tak zwyczajnie. potargała włosy, poczerwieniła nosy i sypnęła cukrem pudrem z nieba. wraz z nią w kuchni pojawiły się inne dobroci. goździki, muszkat i cynamon, bo to nadszedł czas na pierniki. 



grudniowe miasto tak odmienne. spokojne i senne. każda kolejna minuta w nim - otula zapachem pierników. 

lubię ten czas. 
śnieg skrzypiący pod butami, przymglone światło padające z okien starych kamienic. wspólne bałwana lepienie i wypatrywanie Czerwonego Świętego. bo każdy z nas w głębi duszy jest dzieckiem, czekającym skrycie na swojego, prywatnego Mikołaja. 



lebkuchen - pierniczki Świętego Mikołaja

składniki:
(na około 35 sztuk)

250 g mąki pszennej
85 g zmielonych migdałów (na mąkę)
3 łyżeczki przyprawy korzennej do piernika (najlepiej domowej)
1 łyżeczka zmielonego cynamonu
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
200 ml płynnego miodu
85 g masła

masło rozpuszczamy razem z miodem. suche składniki przesiewamy do dużej miski i łączymy z ciepłym masłem z miodem. z lepiącej się do palców masy, formujemy kule, które układając na blaszce delikatnie spłaszczamy. pierniczki pieczemy około 15-20 minut w temperaturze 180 st. C.
po przestudzeniu możemy je polukrować, bądź oblać czekoladą.




wpis dedykuję Wszystkim Ktosiom, którzy pojawili się na Wielkim Pierników Pieczeniu.
bez Was by się nie udały ;) 
Dziękuję ! 

niedziela, 24 listopada 2013

piernikowo-jabłkowe stopowanie

kuchnia - miejsce, które jako jedno z niewielu teraz - potrafi zatrzymać mnie na trochę dłużej. w całym tym zabieganiu i zawirowaniu. tysiące nowych pomysłów wyrastających jak grzyby po deszczu. niezdecydowanie. 



dni jakieś takie krótsze, bo bliżej nam do zimy. w sklepach zaroiło się od świątecznych ozdób i coraz częściej przyłapuję się na nuceniu świątecznych piosenek. choć zdecydowanie jeszcze czas. 

jak pogodzić późną jesień i nadchodzącą małymi krokami zimę? chyba tylko takim czekoladowym ciastem piernikowym z jesiennymi jabłkami. 

i jakoś tak lepiej, milej, cieplej.  




czekoladowo-piernikowe ciasto z jabłkami 

składniki:

2 szklanki mąki pszennej
3 jajka
3 łyżki kakao
0,5 szklanki cukru
2 łyżeczki sody oczyszczonej 
4 łyżeczki przyprawy do piernika
1 łyżeczka cynamonu
80 ml oleju słonecznikowego
125 ml jogurtu naturalnego
2 łyżki miodu 

4 jabłka
1 łyżka cynamonu 

obrane i pokrojone w kostkę jabłka posypujemy cynamonem i odstawiamy na około 20 minut. 
w tym czasie ubijamy żółtka, dodajemy olej, jogurt i miód. do mokrych składników przesiewamy mąkę, kakao oraz sodę. następnie dodajemy przyprawę do piernika i cynamon. wrzucamy do ciasta przygotowane wcześniej jabłka.  

osobno ubijamy białka, które na koniec delikatnie łączymy z całością ciasta. 

pieczemy w temperaturze 180st.C. przez około 1,5 godziny. w międzyczasie ciasto sprawdzamy patyczkiem (pieczemy do jego suchości). 




piernikowa słodycz niesie namiastkę dobroci. kiedy to za mało jest dotulenia, douśmiechania i chwil pełnych doleniwienia,  



poniedziałek, 21 października 2013

jesieni cynamonowe tulenie


jesień... i kilogramy opadłych niepostrzeżenie liści - dzieci drzew. wprost pod nogi szarych przechodniów.
żółtozłote, czerwone i pomarańczowe, jesienne dni. przyklejają się do człowieka,dzieląc się ciepłotą swych barw. i znów wkoło pachnie cynamonowym szczęściem.

słodkie drożdżowe okruchy, chwila powrotu do dzieciństwa i radosnego obrzucania się liśćmi w parku. fascynacja krajem pochodzenia przepisu na te niewinnie wyglądające cuda, sprawia że jeszcze chętniej do nich wracam, nie tylko o tej porze roku. 



moje najulubieńsze!

fińskie bułeczki cynamonowe 

składniki: 

ciasto:

570 ml ciepłego mleka
45 g świeżych drożdży
150 g cukru
1/4 łyżeczki kardamonu
1 kg mąki
180 g roztopionego masła
1 jajko roztrzepane

nadzienie:

100 g masła
150 g brązowego cukru
3 łyżki cynamonu

drożdże rozpuszczamy w mleku, dodajemy 1 łyżkę cukru i odstawiamy na 10 minut. mąkę przesiewamy, dodajemy kardamon, cukier. następnie łączymy z przygotowanym wczesniej mlekiem z drożdżami, na koniec dodajemy jajko i masło. całość mieszamy do połączenia się składników i wyrabiamy ciasto przez około 10-15 minut, aż będzie elastyczne i łatwo odchodziło od ręki. 
następnie przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 1,5 godziny do wyrośnięcia. 

miękkie masło łączymy z cukrem i cynamonem, do uzyskania spójnej konsystencji. 

wyrośnięte ciasto wyrabiamy przez chwilę, następnie rozwałkowujemy na prostokąt o bokach długości 30x80cm. całość smarujemy cynamonowym masłem i zwijamy jak roladę, zaczynając od dłuższego boku. na koniec dzielimy ją na 18 części - ślimaczków. układamy na blaszce i pozostawiamy przykryte do wyrośnięcia przez kolejne 20-30 minut. 

przed pieczeniem bułeczki smarujemy roztrzepanym jajkiem i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 st C na 20 minut, aż będą rumiane. 

(zmodyfikowany przepis Doroty z Moje Wypieki) 




Kochani Ktosiowie,
dziękuję że jesteście,
że tulicie,
rozśmieszacie, dzielicie swój uśmiech na dwie części
i nie pozwalacie by odkleił się on z mojej twarzy.

wtorek, 1 października 2013

ostatnie jeżynomuffiny i o życia uśmiechu słów kilka



siedziałam na ławce w parku czekając na lepsze jutro. przyszło spóźnione, lecz nie samo. z słodką tęczą marzeń i ciepłem zachodzącego słońca. nasypało w dwie kieszenie kilogramy radości, wlało w parę butów hektolitry stężonego uśmiechu, by móc nim zarażać na co dzień.

siedziałam na ławce w parku z lepszym jutrem u boku. dobrze nam się gawędziło o tym i o owym. stara wierzba rozpostarła nad nami swe skrzydła.

wstałam. poszłam wprost przed siebie, widząc jak się lepi do twarzy ludzi, moja radość z kieszeni.

muffiny czekoladowe z jeżynami 

składniki: 

1 i 3/4 szklanki mąki
2 łyżki kakao
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 szklanki cukru pudru
100 g mlecznej czekolady
1 jajko
1 szklanka mleka
1/2 szklanki oleju
150 g jeżyn

wszystkie suche składniki przesiewamy do miski, łączymy. w osobnej misce rozbijamy jajko, dodajemy mleko i olej. mokre składniki przelewamy do suchych i mieszamy do połączenia. na koniec wsypujemy pokrojoną na kawałki czekoladę oraz. jeżyny.  

ciasto nakładamy do foremek wyłożonych papilotkami (około 2/3 wysokości). pieczemy w piekarniku nagrzanym do 190st. C przez 20-22 minuty. 

(zainspirowana przepisem Nigelli Lawson)





czekoladowe muffinki z chrupiącą skórką i miłym, miękkim wnętrzem.  kawałki słodkiej czekolady i lekko kwaśne jeżyny skryte gdzieś głęboko przez odchodzące już lato. wróci za rok ze słońcem, podwójnym uśmiechem i czekoladowymi piegami na twarzy.


sobota, 21 września 2013

słodka chałka z dzieciństwa

gdybym miała wybrać jeden z wielu smaków dzieciństwa, pewnie byłby to smak waniliowej kruszonki na drożdżowej chałce. takiej co to jeszcze ciepła znikała w mgnieniu oka, aż do ostatniego waniliowego okrucha. 



każda jej drobina przywraca na pochmurną buzię uśmiech, a zjedzona na śniadaniowe rozczulenie, czaruje dzień, by ten niósł ze sobą tylko dobre, słoneczne chwile. 



najlepsza chałka pod słońcem 

składniki: 
(na 2 duże chałki)

850 g mąki pszennej + 150 g
30 g świeżych drożdży
200 ml ciepłej wody
200 ml ciepłego mleka
100 g roztopionego masła
2 jaja
140 g cukru

kruszonka:

100 g mąki pszennej
60 g masła
1 cukier waniliowy
5 łyżek cukru

dodatkowo:
1 roztrzepane jajo do posmarowania

drożdże rozcieramy z 2 łyżeczkami cukru, łączymy z mlekiem i odstawiamy na 10 minut w ciepłe miejsce. do dużej miski przesiewamy 850 g mąki, dodajemy cukier, drożdże wraz z mlekiem oraz wodę. lekko mieszamy, a następnie dodajemy roztrzepane wcześniej jaja. łączymy ze składnikami. dodajemy roztopione masło i wyrabiamy. ciasto będzie mocno klejące, dlatego początkowo dodajemy 50-150 g wcześniej odsypanej mąki. dodajemy stopniowo ( po 50 g) w zależności od tego, ile mąki zabierze ciasto. wyrabiamy 10 - 15 minut, aż ciasto będzie odrywać się od ręki. ma być miękkie i elastyczne. 

po wyrobieniu ciasto odkładamy na 1,5 - 2 godziny w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. tak by podwoiło swoją objętość. po połowie czasu wyrastania ciasto odgazowujemy, poprzez włożenie w nie pięści. 



wyrośnięte ciasto dzielimy na 2 części, a każdą z nich na kolejne 6. z sześciu kawałków formujemy wałeczki i zlepiamy ich początki ze sobą. następnie techniką przekładania formujemy chałkę. ostatni skrajny wałeczek przekładamy przez trzy wałeczki leżące przed nim. tak samo postępujemy z drugim skrajnym wałeczkiem. dalsze środkowe wałeczki odsuwamy na miejsce poprzedniego i ponownie przekładamy. końcowe fragmenty wałeczków zlepiamy razem, tak by warkocz się nie rozplótł. odstawiamy do podrośnięcia na około 30 minut. następnie smarujemy jajkiem, posypujemy kruszonka i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 190 st.C. na 30-35 minut. 

podobnie postępujemy z drugą częścią ciasta. 



* jak zrobić kruszonkę? patrz przepis na wieniec drożdżowy 

chałka co otula swym zapachem. miękka, mleczna, słodka. na poranne, rodzinne podskubywanie. najlepsza!  

niedziela, 15 września 2013

wpadła gruszka do... kuchni




wpadły mi w ręce cztery gruszki, nie całkiem dojrzałe. najwyraźniej były smutne, bo zapięły się aż po szyje w twarde, brązowe prochowce. próbowałam je zmienić, lecz bez skutku. 
leżały na blacie w kuchni - cztery gruboskórne. takich już się nie zmieni. ale można z nich zedrzeć stwardniały od samotności płaszcz, pozbawić kamiennego serca i włożyć rozgniewane panny do słodkiej kąpieli. 

na sam widok czekolady miękną od stóp do głów. takie już są te gruszki - zmienne. prawdzie kobiece charaktery.

czekoladowa tarta z gruszkami 

Składniki: 
(na formę wielkości 30cm)

syrop do gruszek:

4 gruszki (odmiany Rocha, Bosc lub innej) 
3-4 szklanki wody
1 szklanka cukru
pocięta laska wanilli 
lub 
pół łyżeczki ekstraktu z wanilii 

ciasto:

1 i 1/2 szklanki mąki
1/2 szklanki cukru pudru
1/4 łyżeczki soli  
115 g masła
1 zimne jajo (rozbite)

sos:

200 g czekolady deserowej lub gorzkiej 
3/4 szklanki śmietany kremówki 
1/4 szklanki cukru
1 jajo
1 żółtko
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii 

do dużej miski przesiewamy mąkę, dodajemy cukier i sól. całość siekamy z masłem, aż do całkowitego rozdrobnienia. wbijamy jajko i szybko zagniatamy ciasto widelcem, by uzyskało zwartą strukturę. jeśli ciasto będzie zbyt suche, dodajemy łyżkę wody i ponownie łączymy. 

formę do tarty smarujemy masłem i wylepiamy ciastem. trzeba robić to dość szybko, tak by ciasto nie zdążyło się ocieplić. wstawiamy do zamrażarki na pół godziny do schłodzenia. 

gruszki obieramy ze skórki, wydrążamy i przecinamy na połówki. do rondelka wlewamy wodę i wsypujemy cukier. następnie dodajemy laskę wanilii (bądź jej ekstrakt) i gotujemy do momentu, aż cukier się rozpuści. następnie wkładamy połówki gruszek, tak by całkowicie zakrywała je woda. w przeciwnym wypadku dolewamy wodę. gotujemy na wolnym ogniu przez 10-15 minut, aż gruszki zmiękną, ale nie będą całkowicie ugotowane. wyciągamy z syropu i osuszamy. 

w średniej wielkości misce ubijamy jajko z żółtkiem, następnie dodajemy ekstrakt z wanilii i łączymy. czekoladę połamaną na kawałki roztapiamy w kąpieli wodnej. wlewamy śmietankę, mieszamy, do uzyskania gładkiej i świecącej polewy. powstały w ten sposób ganache łączymy z cukrem i gotujemy przez kilka minut, aż do jego rozpuszczenia. odstawiamy na stronę, do  ostudzenia. 

ciasto do tarty wyjmujemy  z zamrażarki. ostudzone gruszki kroimy w cienkie plasterki, tak by zachować ich kształt. następnie układamy je na spodzie tarty, lekko rozsuwając każdą połówkę - jak wachlarz.  

pół szklanki czekoladowego ganache łączymy z wcześniej ubitymi jajami, po to by je zahartować. na koniec wlewamy całą polewę i mieszamy, aż do połączenia. 

czekoladowy krem wylewamy na tartę, tak by nie pokrył on wierzchu gruszek. pieczemy około 50 minut w temperaturze 190 st. C., bądź krócej. wyjmujemy gdy brzegi tarty będą złociste, czekoladowy środek puszysty, zaś wierzch delikatnie twardy i popękany na brzegach. 
odstawiamy na 10 minut do przestygnięcia, a następnie wyjmujemy z formy.  



czekoladowa tarta z gruszkami. zasmakowana kiedyś, gdzieś, z Kimś. próba odtworzenia jej ze wspomnień i szeroki uśmiech na twarzy, gdy pierwszy kęs unosi mnie dziesięć stóp nad ziemią. 



nie sposób jest się oprzeć jej czekoladowemu wnętrzu. jeszcze ciepła zniknęła kawałek po kawałku. 

czwartek, 12 września 2013

blackberry czyli oswajam angielskie jeżyny



ostatni pobyt w Anglii pełen nowych odkryć. tysiące krzaków jeżyn stłoczonych na sobie. przepychających się. walczących o ostatki ciepła, które zsyła Pan Słońce. w tym roku okazał się być bardzo hojnym gospodarzem i pozwolił małym, czarnym skarbom urosnąć, by zaskakiwały smakiem.



zdobyć je wcale nie jest łatwo. przekonałam się o tym sama,  gdy próbując zerwać kilka w jeżynowym gąszczu, poczułam wbijające się i tnące skórę kolce. auć. warto jednak było zaryzykować.

bo każda z ciemnych perełek jest wyjątkowa. tak jak człowiek skrywa indywidualne wnętrze. jedna słodka, inna cierpka,  jeszcze inna smakująca lasem...





zebrane do koszyczka jeżynowe dzieci szybko znikają. jedne po drugich lądują w buzi głodomora. ocalone cudem pozwalają pofolgować wyobraźni i ponieść się kuchennym fantazjom.


naleśniki z jeżynowym sosem i miodowym jogurtem     

Składniki:

ciasto

500 ml mleka
200 g mąki pszennej
50 g cukru
4 jaja
2 łyżki oleju

sos

0,5 szklanki jeżyn
2 łyżki cukru lub miodu
pół łyżeczki soku z cytryny
1 kieliszek rumu lub wódki

dodatkowo:

miodowy jogurt grecki*


jajka ubijamy, dodajemy mleko i cukier oraz mąkę. całość miksujemy krótko, do chwili połączenia składników na gładką masę. na koniec wlewamy olej. 
ciasto odstawiamy na około 10 minut, pamiętając by przed smażeniem całość przemieszać. 
smażymy z obu stron przez 2-3 minuty na złocisty kolor. 

do małego rondelka wsypujemy jeżyny i cukier. gotujemy do momentu, aż jeżyny puszczą sok i przestaną być zwarte, zaś cukier się rozpuści. na koniec dodajemy alkohol i gotujemy przez kolejne 2 minuty. 

usmażone naleśniki składamy w dowolny kształt, ja wybrałam kopertę. na środek nakładamy sporą łyżkę jogurtu, a całość polewamy gorącym sosem. 



* miodowy jogurt można zrobić samemu, dodając do greckiego jogurtu łyżkę miodu. 

naleśniki możesz posmarować dodatkowo marmoladą np. z róży, bądź innym ulubionym dżemem. 



za dużo pomysłów. i znów niezdecydowanie.

coś prostego i pysznego. w sam raz na późne śniadanie, albo leniwe, popołudniowe brzucha spasanie. 


środa, 11 września 2013

podróże małe i duże



dobrze jest czasem wyjechać, zmienić otoczenie. wiele osób powtarza "podróże kształcą, poszerzają horyzonty". i trudno się z tym nie zgodzić, bo w końcu poznajemy inne kultury, ich bogactwo historyczne, dorobek cywilizacyjny. 
jednak dzięki podróżom zyskujemy coś o wiele bardziej cennego. coś czego nie dostarczą nam suche fakty, wyrazy w katalogach czy książkach turystycznych, albo poczciwy dziadek Google.

wspomnienia.
 których nikt nie może nam zabrać. to dzięki nim możemy wracać w te miejsca wiele razy. być w kilku miejscach na raz. 

emocje. 
których nikt inny nie odczuje, tak jak my sami. 

słowa. 
słowa Ktosiów poznanych przypadkiem, które często przywracają na nasze twarze uśmiech.

 małe skarby nie do wycenienia, które skrywamy głęboko. nasze i tylko nasze. 


żyj. obserwuj. ucz się. świat stoi przed Tobą otworem. wystarczy chwycić go za rękę i dać się poprowadzić codzienności.

i przede wszystkim uśmiechaj się. bo uśmiechem możesz zdziałać cuda. 

PS. już wkrótce nowy smak na blogu :) 

sobota, 10 sierpnia 2013

papierowe dobroci

papierowe dobroci spadają z drzewa. wystarczy kilka dotknięć letniego słońca, by dojrzały do krótkiej wędrówki. potem czeka je twarde lądowanie, z którego często nie wychodzą bez szwanku. tak to już jest ze skakaniem z drzewa.
chyba że szybciej ktoś niepostrzeżenie porwie je i zje.  bo twarde i zielone też smakują.

papierowe jabłka niedoceniane.




rustykalna szarlotka

Składniki:

2,5 szklanki mąki
160 g masła
3 żółtka
3 łyżki cukru trzcinowego - demerara (możesz zastąpić białym)
pół kieliszka wódki
szczypta soli
pół łyżeczki sody
3 łyżki ciepłej wody

masło siekamy z przesianą mąką i sodą, dodajemy żółtka, cukier oraz sól. następnie wlewamy wódkę i łączymy. na koniec dodajemy stopniowo wodę, wyrabiamy ciasto, aż stanie się gładkie. w przypadku lepienia się do rąk podsypujemy mąką, jednak nie za dużo, by ciasto nie stało się twarde. formujemy w kulę, owijamy folią spożywczą i wstawiamy do lodówki na minimum 30 minut. 

1,5 kg jabłek - papierówek (lub inna ulubiona odmianą)
0,5 - 0,75 szklanki brązowego cukru - dark muscovado
2 łyżki masła
1,5 łyżeczki cynamonu
1 cukier wanilinowy
2 całe goździki

obrane jabłka kroimy w ósemki. dodajemy do garnka z masłem. lekko podsmażamy. następnie dodajemy cukier, cukier wanilinowy, mieszamy. na koniec wsypujemy cynamon i goździki. całość podduszamy przez kilka minut, aż jabłka lekko zmiękną, ale nie będą się rozpadać. studzimy.

ciasto dzielimy na 2 części. jedną z nich rozwałkowujemy na grubość ok. 3-4 mm. następnie wycinamy okrąg o średnicy 28cm (w zależności od wielkości tortownicy). wkładamy na dno tortownicy. nie wykorzystane ciasto z tego kawałka obklejamy na około. dno nakłuwamy widelcem w kilku miejscach i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 st. C na 10 minut. następnie na podpieczony spód wykładamy ostudzone jabłka. 

drugi kawałek ciasta również rozwałkowujemy. wycinamy okrąg. następnie przygotowane ciasto tniemy radełkiem bądź nożem  na paski o szerokości 2 cm. układamy na jabłkach w postaci szachownicy. ponownie pieczemy w piekarniku przez 35-40 minut. wystudzoną szarlotkę posypujemy cukrem pudrem.  




z ostatnich już w tym roku papierówek powstała rustykalna szarlotka. przepis z przedwojennych zapisków. w ogóle się nie zestarzał.





i znów w kuchni króluje cynamonu zapach.
nie mogło być lepiej.


czwartek, 8 sierpnia 2013

bo wolność malinami smakuje mi

w słoneczne, sierpniowe dni wolność ma dla mnie smak malin, zerwanych z przydomowego krzaczka. słodkie, czerwone maleństwa przypominają, że lato jest jeszcze w pełni, i że warto korzystać z jego dobroci. 

pomimo tego, że pomysłów na towarzystwo dla malin mam dużo, to temperaturowe szaleństwo ostatnich dni sprawiło, że spoczęłam na laurach i wybrałam coś bardzo prostego, szybkiego i przede wszystkim zimnego. co nie oznacza, że mniej smacznego.
co to, to nie!

i oto powstał sorrrrbet nieziemsko malinowy



sorbet malinowy 

Składniki:

500g świeżych malin (mogą być mrożone)
150g cukru (więcej lub mniej w zależności od słodyczy owoców)
sok z połówki cytryny
kieliszek nalewki malinowej* (można zastąpić wódką)

maliny miksujemy z cukrem, dodajemy sok z cytryny i nalewkę. jeśli nie chcesz mieć w sorbecie pestek, powstałą masę przetrzyj przez sitko. całość przenieś do pojemnika i włóż do zamrażarki na około 4 godziny. co jakiś czas (ok.30 min) pamiętaj o mieszaniu sorbetu, by równomiernie uległ zmrożeniu. 

* wersja dla dużych dzieci ;) (alkohol ma zapobiegać tworzeniu się kryształków lodu) 


m jak maliny, 
m jak - pierwsze słowo dziecka - mama,  
m jak miłość, 
m jak... zwyczajne, ciche "mniam", które wypowiedziane, daje pewność, że to co robisz, niesie radość drugiej osobie.

m to litera, która tworzy wiele innych pięknych wyrazów. 
warto doceniać to, co niepozorne, skryte, piękne. warto wejść do życiowego chruśniaka. i pomimo ryzyka spotkania po drodze tysiąca kujących nieprzyjaciół - kolców, nie poddawać się. 

bo warto iść do przodu, sięgać po więcej, walczyć. 
by na koniec odnaleźć to co cieszy. 
co w swej maleńkości daje uczucie...
 wolności. 


środa, 31 lipca 2013

o smaku wolności



wakacje. 
krótka przerwa w publikacji. bo każdy potrzebuje załapać oddech, odciąć się od codzienności i zwyczajnie odpocząć. 
przerwa by uporządkować pewne sprawy, pomyśleć, obrać nowe cele. czas na 'niecofanie', łapanie wiatru w żagle. 


wracam z koszem pełnym po brzegi pomysłów, z garściami radości, zeszytem nowych smaków. 
od dziś będziecie mogli śledzić moje poczynania również na facebook'u. oby wszystko zadziałało. 

idzie nowe! 

czas by sięgnąć po więcej. 


a o tym jak smakuje wolność... już wkrótce! 

wtorek, 23 lipca 2013

lepki krem z chmur


chmury jak baranki popędzane przez wiatr, mknął wysoko niebem. niedoścignione. białe, puchate i trochę zarozumiałe. na wszystkich patrzą z góry. 
podobnie jest z kruchą rurką, która pyszni się na talerzu. po same końce przepełnia ją słodki krem - jej odwieczny przyjaciel. całkiem niezła symbioza. 
krem pozostawia na buzi lepką warstwę, by uśmiech z twarzy łakomczucha nigdy się nie odkleił. 





kruche rurki z kremem 

Składniki: 
(na 25 sztuk)

ciasto

1 osełka górska
3 szklanki mąki
1 szklanka śmietany 30%

krem

4 białka z jajek
17 dag cukru
szczypta kwasku cytrynowego (do smaku)

mąkę z masłem siekamy nożem, dodajemy śmietanę. zagniatamy ciasto i owijamy w folię. wstawiamy do lodówki na 1 godzinę. schłodzone ciasto dzielmy na 4 części. jedną z nich rozwałkowujemy na kształt prostokąta o grubości około 3 mm. następnie radełkiem bądź ostrym nożem kroimy ciasto na pasy o szerokości 1,5 cm. przygotowany pas ciasta owijamy na formie do rurek, wcześniej obsypaną mąką. zaczynamy od części węższej i kończymy na szerszej.podobnie postępujemy z następnymi pasmami ciasta. rurki smarujemy roztrzepanym jajkiem i posypujemy po wierzchu odrobiną cukru. 
pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200st.C przez około 15 minut, aż ładnie się ze złocą. 

białka ubijamy na sztywno. następnie małymi porcjami dodajemy cukier i kwasek cytrynowy. ubijamy około 10-15 minut, do chwili aż kryształki cukru nie będą wyczuwalne.  

przygotowane, ostygnięte rurki wypełniany kremem za pomocą rękawa cukierniczego. 




krucha rurka z kremem. sentymentalny powrót do chwil z dzieciństwa, kiedy wszystko było proste i tak bardzo do wyobrażenia. bo ten Cumulus na niebie, to nie jakaś tam chmura, ale wielki, kłębiasty olbrzym - pasibrzuch, który bez opamiętania zjada inne chmurne dzieci. 



i jest jak być powinno. słodko, słonecznie, wakacyjnie. 

środa, 17 lipca 2013

z jagodowego chruśniaka

wczorajszy dzień przyniósł cały koszyk śmiechu, radości i beztroski. chwile przepełnione zapachem słodkiej kruszonki i palonego drewna. późnonocne, głośne rozmowy i wczesnoporanne pogaduchy do poduchy.
próba odnalezienia małego wozu, który zaplątał się gdzieś w sieci nieba, poprzetykanej innymi gazowymi kulami – braćmi.  
spadająca gwiazda. i życzenie. każde inne, bo każdy skrycie ma, gdzieś zaszyte głęboko kilka swoich własnych. i nikomu ich nie pokazuje. marzenia-życzenia. niech się spełnią. niech przyniosą ze sobą coś dobrego. 




drożdżowy wieniec z jagodami i kruszonką


Składniki:

550 g mąki
10 g drożdży instant (lub 30 g świeżych)
1 szklanka mleka
100 g masła
2 jajka
5 łyżek cukru
szczypta soli
250 g jagód

kruszonka

100 g mąki pszennej
60 g masła (miękkiego)
1 cukier wanilinowy
5 łyżek cukru

ponadto :
1 roztrzepane jajko (do posmarowania)

przesianą do miski mąkę, łączymy z  suchymi drożdżami, dodajemy szczyptę soli. roztopione masło łączymy z ciepłym mlekiem, cukrem i roztrzepanymi jajkami. tak przygotowaną ciepłą, ale nie gorącą masę wlewamy do mąki z drożdżami. łączymy, a następnie wyrabiamy elastyczne i dość luźne ciasto przez około 10 minut. na koniec lekko oprószamy mąką. przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 1 godzinę do wyrośnięcia.
kiedy ciasto wyrośnie, rozwałkowujemy je na prostokąt o grubości 4mm. nakładamy jagody i zwijamy jak roladę. końce zwilżamy odrobiną wody lub mleka i łączymy. wkładamy do formy z kominem ( ja użyłam zwykłej tortownicy, zaś w środek włożyłam żaroodporny kubek) i odstawiamy na 30 minut do podrośnięcia. przykrywamy ściereczką.

przygotowujemy kruszonkę. 
mąkę z cukrem i masłem mieszamy i wyrabiamy siekaczką kruszonkę, można użyć też własnych palców ;)

wierzch wyrośniętego ciasta nacinamy ukośnie w kilku miejscach i delikatnie rozciągamy. smarujemy rozkłóconym jajkiem i posypujmy obficie kruszonką.
pieczemy przez 35-40 minut w temperaturze 200st C, aż kruszonka się zrumieni. najlepiej piec na metalowej kratce.



i nagle Twój świat, Twoje małe tu i teraz staje się jagodą, oblepioną maślaną kruszonką. a Ty pragnąc więcej, wciąż ją podskubujesz, tak jak kiedyś w dzieciństwie, kiedy nikt nie patrzył. z fioletową buzią i okruchami na twarzy wyruszasz na spotkanie przygody. uśmiechnięty od ucha do ucha. 



wtorek, 16 lipca 2013

o leniwych gwiazdkach

miło jest leżąc, obserwować gwiazdy na niebie, szczególnie latem. ale kiedy przychodzi leniwe i pochmurne lato, które skąpi ciepła, a daje tylko chłód i 'niedouśmiechanie', trudno żeby i gwiazdy nie były leniwe. no bo kto chciałby przy takiej pogodzie, codziennie sterczeć tam w górze?
nikt. 
na leniwe, słodkie popołudnie zjadłam pierogi, a raczej pierożane leniwe gwiazdki. z mięciutkimi, serowymi brzuszkami. wszystkie ubrane jednakowo w cynamonowo-śliwkowe kubraczki. było im bardzo do twarzy i do smaku. 


bardzo leniwe pierogi

Składniki:
(na 4 porcje)

500 g półtłustego twarogu
1 jajko
100-160 g mąki
2 łyżeczki cukru wanilinowego
szczypta soli

żółtko oddzielamy od białka. twaróg ucieramy z żółtkiem, solą i cukrem. dodajemy mąkę, a następnie ubitą na sztywno pianę z białek i zagniatamy dość luźne, ale nie lepiące się do ręki ciasto. 
z ciasta formujemy prostokąt o grubości około 6mm i wycinamy foremką dowolne kształty. 
jeśli wolicie pierogi o tradycyjnym kształcie, to z ciasta formujemy wałeczki o średnicy 3cm. spłaszczamy je na grubość 6mm i kroimy ukośnie w rąby. 
gotujemy w lekko osolonej wodzie (ok. 2,5-3 litrów), a gdy zawrze, wrzucamy przygotowane pierogi. gotujemy 2 minuty od chwili, gdy wypłyną na powierzchnię. 
zmodyfikowany przepis pochodzi z książki Marka Łebkowskiego "Potrawy jarskie"




sos cynamonowo-śliwkowy
kilka śliwek
1 łyżka masła
1 łyżka cukru (lub więcej) 
1 łyżeczka cynamonu
szczypta kardamonu

umyte śliwki drylujemy, a następnie kroimy na ćwiartki lub niezbyt cienkie plastry. na patelni roztapiamy masło, dodajemy cukier oraz przyprawy, mieszamy aż całość zacznie się pienić, a cukier się rozpuści. następnie wrzucamy nasze śliwki. muszą zmięknąć i puścić sok.  




PS. wiecie, że istnieją też leniwe sera? 

niedziela, 14 lipca 2013

pobawmy się w zielone!

grasz z zielone? gram! masz zielone? mam!

chyba, że ktoś nie miał, wtedy cóż... stawał się zwyczajną gapą. no bo jak tu nie mieć nic zielonego? 
zielone skrywało się wszędzie. w bucie, w pierwszym szkolnym tornistrze. wymiętoszone zielone było nawet w zakamarkach bluzy czy spodni. niby zwykła dziecięca gra, ale niosła ze sobą niewypowiedziany ładunek radości i dużo uśmiechu, aż po sam czubek nosa. co prawda wiosna już za nami, ale nadal wkoło jest zielono.

a do kuchni również zawitało zielone drzewo brokułowe. smaczne. zdrowe. 




makaron z brokułem na migdałowych płatkach 
(dla 4 osób) 

1 brokuł
pół kostki twarogu
250 g makaronu typu fusilli (świderki)
garść migdałów w płatkach
garść orzechów nerkowca
2 duże ząbki czosnku
1 łyżka masła
sól, pieprz

brokuł dzielimy na różyczki, a następnie gotujemy przez 7-8 minut w lekko osolonej wodzie. w tym samym czasie gotujemy makaron (ja użyłam świderek 100% durum, dzięki czemu makaron się nie skleja).
do garnka z odcedzonym makaronem dodajemy masło i przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku. lekko podgrzewamy. na patelni prażymy migdały i orzechy, aż delikatnie się zrumienią. uwaga żeby nie przypalić! następnie do makaronu dodajemy pokruszony ser, łączymy z brokułem. przyprawiamy do smaku solą i pieprzem. na koniec dodajemy uprażone migdały i orzechy nerkowca. 


danie w sam raz na 'studencką kieszeń'. jeśli nie macie czasu, chcecie zjeść coś dobrego, nieskomplikowanego w wykonaniu i nie obciążającego portfela, koniecznie spróbujcie. czas wykonania nie przekracza 15 minut. 

środa, 10 lipca 2013

podaruję Ci uśmiech ze słodkich bananów.

bananowy chleb czy cupcake? nigdy nie byłabym w stanie wybrać. dziś jednak wybór pada na to drugie. bo małe, słodkie i cieszy oko.
tuzin muffinek w kolorowych papilotkach - jak sukienkach – kto by nie chciał?
mięciutkie i ciepłe. ze środkiem pełnym ciemnych prążków, bo brązową nicią szyte są muffinkowe brzuszki. już po chwili znikają, jedna po drugiej. raz, dwa, trzy... szybko, by nikt nie zauważył.


to miłe widzieć, że smakują, że niosą w sobie odrobię radości.
bo dziś za szybko biegniemy. nieustanny maraton. niezauważani. mijamy siebie. 
i zwyczajnie za mało się do siebie uśmiechamy.


mój bananowy uśmiech - dla Każdego.  



muffinki bananowe
(12 dużych)

Składniki:

4 banany
250 g mąki
1/3 szklanki stopionego masła 
2/3 szklanki cukru 
1 jajo
1 mały cukier wanilinowy
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
100g białej czekolady (pokrojonej w kostki)
200ml maślanki lub jogurtu naturalnego

wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. 

banany miażdżymy widelcem, dodajemy z stopione masło, maślankę, roztrzepane jajko oraz cukier. wszystko łączymy na jednolitą masę. 
do osobnej miski przesiewamy mąkę wraz z sodą i proszkiem. dodajemy mokre składniki i mieszamy kilkoma energicznymi ruchami. na koniec dodajemy czekoladę.

ciasto nakładamy do wcześniej przygotowanych foremek. pieczemy przez około 18-20 minut w temperaturze 180st. C, aż muffinki będą zrumienione.